Posts Taged agencja-public-relations-warszawa

Przesyłki kreatywne – jak robić to dobrze?

Na efektywność i skuteczność współpracy z influencerami wpływa wiele czynników. Zaczynając od indywidualnych relacji z danym blogerem, budżetu oraz właściwego doboru profilu do specyfiki produktu, usługi czy marki. Jedną z ważniejszych kwestii, często pomijanych, jest sposób przekazania produktów lub usługi influencerowi. Mowa o tzw. przesyłce kreatywnej, która często jest „kreatywna” tylko z nazwy. A atrakcyjna przesyłka pozwoli dotrzeć i zaistnieć w blogosferze.

Stworzenie kreatywnej przesyłki produktowej, która przełoży się na wartościowe publikacje i ciekawe współprace z blogerami, nie musi od razu oznaczać dużego nakładu środków finansowych. Na jej sukces składa się przede wszystkim ciekawy pomysł, ale i użyteczność paczki z produktami. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nawet jeśli bloger nie zaprezentował na swoim Stories produktów zaraz po odebraniu ich od kuriera, pojawią się one na relacji, towarzysząc w codziennych czynnościach, tj. parzenie kawy czy gotowanie obiadu. Taka forma reklamy jest nienachalna, a tym samym, bardziej wiarygodna dla grupy odbiorców.

Źródło: https://www.instagram.com/p/B0L5XB5I0iT/

Źródło: https://www.instagram.com/p/B0L5XB5I0iT/

Warto regularnie przeglądać blogi i media społecznościowe osób, z którymi chcielibyśmy w przyszłości współpracować, czerpać wiedzę i w odpowiednim momencie z niej skorzystać. Umiejętne wykorzystanie okoliczności (zbliżające się urodziny influencera, świętowanie sukcesu, narodziny dziecka) pomogą w stworzeniu spersonalizowanej przesyłki i ucieszą bardziej, niż wysyłany masowo gift.

 Źródło: piwnygaraż.pl

Źródło: piwnygaraż.pl

Profile społecznościowe oraz blogi to wizytówki influencerów. To powód, dla którego przesyłka kreatywna powinna być atrakcyjna wizualnie, czyli estetyczna, ładna i przykuwająca uwagę. Motyw przewodni może nawiązywać do okazji (np. Walentynki, letni piknik), ale także odwoływać się do cech marki i jej identyfikacji wizualnej (m.in. kolorów, claimu). Tutaj także należy dobrze rozpoznać influencera i dopasować przesyłkę do jego estetyki. Jeśli wiemy, że blogerka lubuje się w pastelowych odcieniach, mało prawdopodobne jest, że przypadnie jej do gustu dodatek w krzykliwym kolorze.

Źródło: https://www.instagram.com/p/B2V0evBID54/

Źródło: https://www.instagram.com/p/B2V0evBID54/

 

Stworzenie przesyłki, której odbiór i efekty będą zadowalające jest zadaniem złożonym. Wymaga również dobrej znajomości blogosfery. Warto przekazać ten temat w ręce specjalistów, którzy zapewnią ciekawą prezentację produktu lub marki w kanałach social media influencerów, a tym samym trafienie do nowych grup odbiorców.

 

Autor tekstu: Ilona Rutkowska

Kreatywność w PR. Gdzie szukać inspiracji?

Lekkie pióro, komunikatywność i otwartość, chęć do ciągłego rozwoju, inicjatywa i zaangażowanie – to wymagania, które regularnie pojawiają się we wszelkiego rodzaju ogłoszeniach o pracę na stanowisku specjalisty ds. PR. Bardzo często znajduje się wśród nich jeszcze jedno – kreatywność. To dzięki niej tworzenie wizerunku klientów nie jest jedynie powielaniem schematów, a budowanie strategii komunikacji, jedynie pisaniem suchego dokumentu. Tzw. otwarta głowa to nieodzowna cecha dobrego PR-owca. Pomysłowości można się jednak uczyć, a jeżeli pracujemy w branży, która nie bez powodu nazywana jest kreatywną, koniecznie należy ją ćwiczyć. Jak to robić i gdzie szukać źródeł natchnienia?

Zapisuj pomysły, śpiewaj pod prysznicem, zbieraj feedback, łam zasady, rób sobie przerwy, próbuj nowych rzeczy, bądź ciekawy, otaczaj się pomysłowymi ludźmi, często się śmiej, twórz listy zadań, oglądaj filmy, rozmawiaj. W Internecie można znaleźć całą masę podpowiedzi na to, co robić, by utrzymać swoją kreatywność na wysokim poziomie. Choć część z nich wydaje się absurdalnych, jest w nich wiele prawdy. Najlepszą inspiracją dla PR-owca są w końcu wszystkie aspekty życia i cały otaczający świat.

Oglądaj świat i podglądaj innych

Prawda o pracy w branży kreatywnej jest taka, że trudno ująć ją w jakieś sztywne ramy. To nie jest zwyczajne osiem godzin, od 9 do 17. Tutaj pracuje się także na urlopie, podczas imprezy, wyjścia do kina czy nawet we śnie. Nie liczcie, że ktoś potraktuje to jako nadgodziny, ale spokojnie, nie ma się czym przerażać. Chodzi o to, że inspiracja dla PR-owca jest wszędzie, a dobre pomysły nie przychodzą do głowy jedynie w czasie ustawowych godzin pracy. To właśnie dlatego tak ważna jest spostrzegawczość i otwarta głowa. Na rozwiązanie idealne dla wizerunku klienta można w końcu natknąć się także w trakcie wakacyjnego wyjazdu, a na temat dla mediów podczas oglądania filmu lub czytania książki.

Dobrze jest trochę pobujać w obłokach, ale trzeba też mocno stąpać po ziemi. Ważne, by stale trzymać rękę na branżowym pulsie – śledzić marketingowe portale, social mediowe fanpage’e, czytać PR-owe poradniki czy reklamowe case studies. Podglądanie tego, co robią inni to nie tylko źródło wiedzy o trendach w branży, ale też kopalnia pomysłów. Z tego samego powodu warto śledzić poczynania konkurencji naszych klientów. Nie chodzi jednak o kopiowanie pomysłów, lecz wiedzę o tym, co się dobrze sprawdza, a co nie. Czasem można też pokusić się o twórcze rozwinięcie jakiejś podpatrzonej idei. Równie ważne jest bycie na bieżąco z tym, co dzieje się w branży mediów, poznać ich rynek i wiedzieć jakie tematy są dla nich atrakcyjne. Wartym wyrobienia skrzywieniem zawodowym jest śledzenie list patronów na wszelkiego rodzaju plakatach czy citylightach.

Wejdź w buty klienta i nie bój się dobrze bawić

Może nie będzie to proste, jeżeli mówimy o milionerze, który na wakacje pływa własnym jachtem, a do pracy przylatuje prywatnym helikopterem, ale żeby trafić na wartościowy dla klienta pomysł, trzeba wcielić się w jego skórę. Co z tego, że znajdziemy świetne naszym zdaniem rozwiązanie, skoro będzie się ono miało nijak do strategii marketingowej. Żeby nasze pomysły były nie tylko kreatywne, ale i efektywne, trzeba dobrze poznać potrzeby klienta oraz branżę, w której działa. Oznacza to nieraz poznawanie dziedzin i obszarów życia, o których nie mamy żadnego pojęcia, ale już samo to może być bardzo inspirujące. Zderzenie dotychczasowego doświadczenia z wiedzą na zupełnie nowe tematy może przynieść zaskakująco ciekawy rezultat.

Pracując nad kreatywnymi rozwiązaniami dla klienta trzeba znać jego potrzeby, branżę oraz produkt. Otwarta głowa wymaga jednak, by zachować przy tym nieco dystansu i luzu, a pracą nad danym tematem po prostu dobrze się bawić. Nie jest to trudne, jeżeli produkt waszego klienta magię ma już w samej nazwie. Żeby w pełni dowiedzieć się na czym polega działanie interaktywnej podłogi Magiczny Dywan produkowanej przez firmę Funtronic, wprost trzeba przez chwilę poczuć się jak dziecko. Jeszcze łatwiej jest, gdy waszym klientem jest lodziarnia Ice Dream, gdzie swój deser każdy komponuje samodzielnie, nakładając ulubione smaki włoskich lodów i fantazyjnie dekorując je błyszczącymi i kolorowymi dodatkami. Ciekawe wątki można znaleźć nawet w przypadku tematów branżowych i mocno specjalistycznych.

Podsumowując temat inspiracji w pracy PR-owca – dobrze znać swoją branżę, potrzeby i branżę klienta, ale nade wszystko mieć oczy i uszy cały czas otwarte. Innymi słowy – nie być jak ta figurka z trzema małpkami, z których jedna nie patrzy, druga nie słucha, a trzecia nie chce nic powiedzieć.

 

Autor tekstu: Michał

Jak odpowiednio stworzyć nazwę firmy?

Nazwa to jeden z najważniejszych elementów systemu identyfikacji firmy, który nie tylko pozwala jej wyróżnić się na tle innych, podobnych podmiotów, ale także współtworzy wizerunek marki. Dobra nazwa, wsparta odpowiednimi działaniami marketingowymi, może zagwarantować firmie sukces.

O nazwie często mówi się, że jest najkrótszym sloganem reklamowym. Dlatego właśnie powinna być zrozumiała, jednoznaczna i łatwa do wymówienia. Ponadto powinna zawierać w sobie podstawowe treści i nawiązywać do charakteru firmy oraz branży, w której ona działa. Podstawowym zadaniem nazwy jest wyróżnienie przedsiębiorstwa na tle konkurencji. Warto jednak zapamiętać, że nie można szukać oryginalności za wszelką cenę. W wyborze nazwy najlepiej jest kierować się zasadami, które wynikają z wcześniejszych doświadczeń społecznych, kulturowych oraz sposobu percepcji. Bardzo ważne jest, aby nazwa przedsiębiorstwa nie budziła zastrzeżeń prawnych. Nie może być zatem imitacją nazw już istniejących, zwłaszcza w przypadku, gdy odnosi się ona do tej samej branży lub grupy produktów. Nazwa powinna wywoływać pozytywne skojarzenia i być nośnikiem określonych emocji bądź wartości. Zazwyczaj lepiej odbierane są nazwy krótkie, choć wiele zależy od rynku, na którym działa przedsiębiorstwo. Oczywiście zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Dla przykładu firmy konsultingowe zwykle mają dłuższe nazwy.

Proces tworzenia nazwy można podzielić na dwa etapy. Pierwszy polega na przeprowadzeniu szczegółowych analiz dotyczących charakteru firmy i pożądanej pozycji rynkowej. Na tym etapie należy określić: kto będzie odbiorcą nazwy, do jakich grup docelowych jest ona kierowana i przede wszystkim jakie skojarzenia ma wywołać u odbiorcy. Etap drugi rozpoczyna się od stworzenia koncepcji nazwy i alternatywnych propozycji. W tym momencie należy dokonać analizy ich pisowni i brzmienia oraz zrobić teksty graficzne. Dobrze jest równolegle do tych działań rozpocząć prace nad symbolem firmy. Po wyborze kilku, a czasem kilkunastu nazw, następuje ich weryfikacja prawna. Po dalszej selekcji przeprowadza się badania marketingowe, które mają służyć ocenie postrzegania nazwy. Ostatnim krokiem jest wybór najlepszej propozycji oraz jej ochrona patentowa.

 

Źródło: B. Rozwadowska, Public Relations. Teoria, praktyka, perspektywy, Wydawnictwo Studio Emka, Warszawa 2011

 

Autor: Asia

ACTA 2 – czy jest się czego bać?

W każdym procesie legislacyjnym, przeciętny Kowalski potrafi sobie uprościć pewne rzeczy. Wynika to przede wszystkim z braku chęci i umiejętności do porządnego zapoznania się z trudnymi do zrozumienia artykułami i powielaniem uproszczonych przekazów powszechnie dostępnych. Tak jest również w przypadku dyrektywy Unii Europejskiej o prawach autorskich w Internecie, nazwanej w dużym uproszczeniu ACTA 2. Nawiązuje ona do protestów dotyczących porozumienia ACTA z 2012 roku. Już wtedy przyjęcie porozumienia nic nie zmieniło w polskim prawie, ponieważ regulacje unijne przewidywały większe obostrzenia w stosunku do praw autorskich niż samo ACTA.

Czym jest zatem ACTA 2, a raczej – dyrektywa UE?

ACTA 2 to „robocza” nazwa, nadana przez przeciwników zmian przepisów prawa autorskiego w Internecie. To przede wszystkim dyrektywa Unii Europejskiej, gdzie słowem kluczem jest właśnie DYREKTYWA. Oznacza to, że państwa członkowskie UE mają w stosunku do niej pewną swobodę implementacyjną. Na stworzenie konkretnych regulacji Polska ma 2 lata. Na ten moment zatem nie ma pewników, w jakiej dokładnie formie zmiany zostaną wprowadzone. W swoim założeniu dyrektywa ma wspierać twórców, których prawa autorskie są często łamane bądź nadużywane w Internecie.

W naszym społeczeństwie jednak zapanowała dezinformacja. Pojawiły się kuriozalne informacje, jak np. te, że dyrektywa będzie zakazywała publikacji memów, czy wprowadzi podatek od linków. Pojawiły się też głosy o ograniczeniu wolności słowa w Internecie i wprowadzeniu cenzury.

Zdecydowanie w dyrektywie nie chodzi o wprowadzenie cenzury, a wolność słowa w żaden sposób nie jest zagrożona. Nowe regulacje też w żaden sposób nie dotkną przeciętnego internauty. Jeśli w kogoś uderzą to w duże koncerny, takie jak YouTube czy Facebook. Będą one zobligowane do sprawdzania czy dodawane pliki nie naruszały praw autorskich. W tym celu powinny zawrzeć umowy licencyjne z twórcami. Na tym etapie łatwo się domyślić, że chodzi o pieniądze. W efekcie wielkie platformy będą musiały dzielić swoje zyski z twórcami.

Dyrektywa porusza także kwestię prasy i portali internetowych. W tym przypadku wydawcy nabędą prawa pokrewne do publikowanych tekstów. Oznacza to, że portal, chcąc opublikować znaczną część artykułu drukowanego będzie musiał zapłacić.

 

Jak widać nie taki diabeł straszny, jak go malują. Na ten moment nic się nie zmienia, a o konkretach dowiemy się w ciągu dwóch lat.

 

Autor tekstu: Ewelina J.

Mów do mnie więcej, czyli krótkie podsumowanie 2018 roku w branży PR

Wraz z końcem roku przychodzi czas na podsumowanie tego, co było i snucie planów na przyszłość. Zanim oddacie się sylwestrowemu szaleństwu, zapraszamy do zapoznania się z naszym podsumowaniem mijającego roku w branży public relations.

W tym roku „RODO” było odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki. Jednak w tym temacie (niemal) wszystko zostało już powiedziane, dlatego nie będziemy się powtarzać. Przedstawiamy za to najważniejsze – naszym zdaniem – trendy 2018 roku.

TikTokowy szał

Zapewne każdy z Was kojarzy TikTok (wcześniej Musica.ly), prawda? Nic w tym dziwnego, skoro z tej aplikacji korzysta blisko 600 milionów użytkowników na świecie. Na początku krótkie filmiki oparte na lipsingu były domeną najmłodszych. Szybko jednak początkowe covery znanych hitów przerodziły się w codziennego vloga, do którego młodzież zaprasza swoich rodziców i dziadków. O popularności TikTok świadczą także miliony fanów najpopularniejszych polskich twórców, setki tysięcy wyświetleń i duża liczba komentarzy pod każdym udostępnionym przez nich filmikiem. Przyszły rok z pewnością pokaże, czy ta azjatycka aplikacja przebije Snapchata czy popularne w tym roku Insta Stories.

Podcastowa siła

Producenci różnorodnych podcastów z pewnością mijający rok zaliczą do udanych. Badania Nilsen pokazują, że co piąty polski internauta w wieku 19-49 bardzo chętnie je odtwarza. Niewątpliwym plusem podcastów jest to, że osoby zainteresowane mogą odtwarzać ulubione programy, kiedy i gdzie chcą. Słuchają ich wszędzie: w drodze do pracy, w służbowej czy wakacyjnej podróży, na siłowni, a także przygotowując śniadanie lub przed snem. Czy w 2019 roku podcasty zyskają jeszcze większą popularność i staną się jednym z ważniejszych narzędzi komunikacyjnych?

Z influencerami za pan brat

Pewnie zastanawiacie się, czemu piszemy o współpracy z internetowymi twórcami, skoro influencer marketing króluje już od kilku lat. Sprawa jest bardzo prosta. Mimo tego, że branża dostrzega jak duży potencjał mają odpowiednio stworzone i dobrane długofalowe działania z influencerami, dopiero w mijającym roku zaczęto głośno mówić także o zagrożeniach jakie płyną z takiej współpracy. Mowa oczywiście o fałszywych polubieniach, działaniach obserwatorów-botów czy sztucznie pompowanych zasięgach. W naszej opinii, w przyszłym roku współpraca z internetowymi twórcami będzie ważną częścią strategii komunikacyjnej, jednak marki będą ostrożniejsze podczas wyboru influencerów do współpracy. Do tego o „atrakcyjności” danego twórcy nie będzie decydować liczba polubień czy subów, ale jego autentyczność. Właśnie dlatego w przyszłym roku jeszcze więcej do powiedzenia będą mieli mikroinfluencerzy.

Branża PR nie lubi zastoju i szuka różnych, alternatywnych rozwiązań. Natomiast mijający rok przypomniał nam wszystkim, że to słowo ma wielką moc.

 

Autor tekstu: Asia

Czy startupom potrzebny jest PR?

Laser do nacinania kiełbasy na grilla i kieszonkowe laboratorium do wykrywania bakterii i wirusów, co je łączy? Oba pomysły to dzieło polskich startupowców, oba były opisywane przez media, choć ten pierwszy zdecydowanie bardziej. Jak sprawić, by startup nie był jedynie medialną ciekawostką, a działania PR wykorzystać do realizacji długofalowych celów biznesowych?

Media rządzą się swoimi prawami, a poruszana przez nie tematyka często podyktowana jest tym, czego oczekują ich odbiorcy. Tematy kontrowersyjne czy szokujące przebijają się więc łatwiej, niż te wymagające większego skupienia i głębszej analizy. Czy w takim razie, zajmujący się specjalistycznymi zagadnieniami startup nie ma szans na zdobycie medialnego rozgłosu i wykreowanie swego wizerunku? W żadnym wypadku.

Co to jest startup?

Często pierwszym, co przychodzi na myśl po usłyszeniu słowa startup jest kilku studentów informatyki, robotyki czy biotechnologii i wymyślone przez nich innowacyjne urządzenie do zapisywania snów, rozmowy z psem czy pieczenia chleba za pośrednictwem smartfona. Startup czasem może przypominać szalony wynalazek, częściej jest to jednak po prostu raczkujący biznes oparty na mniej lub bardziej nowatorskim pomyśle. Sztywne definicje raczej nie znajdą tu zastosowania, ale najczęściej jest to firma tworzona przez młodych ludzi, której działalność wiąże się z wykorzystaniem nowych technologii informacyjnych i komunikacyjnych. Jak długo firmę można nazywać startupem? Tu również nie znajdziemy prostej odpowiedzi. Najczęściej przyjmuje się, że startupem przestaje być biznes, który wychodzi z etapu raczkowania, staje na własnych nogach i zaczyna przynosić zysk, funkcjonując jak tradycyjne przedsiębiorstwo. Najlepiej obrazuje to historia Funtronic, który zaczynając jako startup, stworzył w garażu interaktywną podłogę Magiczny Dywan. Dziś, po czterech latach jest to prężnie działająca firma sprzedająca swoje urządzenie na całym świecie.

Do kogo i po co komunikują startupy

Cel powinien przyświecać każdemu działaniu. Podobnie jest w przypadku komunikacji z mediami. Jej celem nie jest przecież wyłącznie obecność w telewizji czy na łamach gazet. Medium z definicji ma być jedynie pośrednikiem. W przypadku startupów – pośrednikiem pomiędzy młodą firmą, a grupami docelowymi, do których chce dotrzeć. Ich identyfikacja jest jedną z pierwszych rzeczy, na które powinno się zwrócić uwagę. Dla jednego startupu najważniejsi będą odbiorcy indywidualni i pozyskanie jak największej liczby leadów, dla innego zdobycie hojnego inwestora lub partnera, którego środki umożliwią firmie dalszy rozwój. Do jednych i drugich trzeba jednak w jakiś sposób dotrzeć. To, jakie narzędzia public relations wykorzystać w tym celu jest kolejnym zagadnieniem, nad którym trzeba pomyśleć po ustaleniu grup, do których chce się komunikować.

Przekaz uszyty na miarę

Nawet najbardziej zwariowany pomysł da się przedstawić w sposób poważny i rzeczowy, nawet w najbardziej specjalistycznym rozwiązaniu można odnaleźć wątki, które zaciekawią laika. Konstruując przekaz z jakim za pośrednictwem mediów chcemy dotrzeć do odbiorców, trzeba pamiętać, że każda grupa oczekuje czegoś innego. Potencjalnego inwestora interesują twarde dane, ocena rynkowa produktu, ryzyko związane z zaangażowaniem, specjalistów – wykorzystane rozwiązania technologiczne, docelowych użytkowników – przydatność startupu w ich codziennym życiu. Podobne oczekiwania będą miały media, do których ma trafić komunikat. W pierwszej kolejności zagadnieniem należy przecież zainteresować dziennikarza.

Pośrednicy i sojusznicy w komunikacji

Dla startupów, które najczęściej działają w obszarze nowych technologii najbardziej naturalnym kanałem komunikacji jest oczywiście Internet. To tu informacje rozchodzą się najszybciej, to tu najłatwiej dotrzeć do konkretnego odbiorcy. „Mam startup”, „INN:Poland”, „Antyweb”, „Spider’s web”, „Rozmowy o startupach” – to popularne w sieci serwisy, blogi i grupy dyskusyjne regularnie podejmujące tematykę startupową. Obecność w nich to z jednej strony dobry sposób, by zaistnieć w środowisku, z drugiej – metoda na zdobycie wartościowych opinii, choć często także, niekoniecznie merytorycznej krytyki. Dziennikarzy zajmujących się startupami można znaleźć również w mediach tradycyjnych. Jako że startup to początkujący biznes, warto zadbać o obecność w rubrykach gospodarczych i finansowych, zwłaszcza, że to je najczęściej czytają inwestorzy. Przedmiotem działalności startupu można zainteresować dziennikarzy zajmujących się daną tematyką np. medyczną czy edukacyjną, z kolei miejscem działalności biznesu – odpowiednie media regionalne. Dobrym na to przykładem jest Moony Lab – powstały w Świdniku startup, który stworzył aplikację do wywoływania zdjęć bezpośrednio z pamięci telefonu czy z mediów społecznościowych. Po zdobyciu wsparcia z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego, informacje o Moony Lab opublikowały zarówno zajmujące się technologią portale internetowe, rubryki biznesowe, jak i media regionalne z Podlasia i Lubelszczyzny. Wywoływanie zdjęć i tworzenie fotoalbumów za pośrednictwem smartfona to także dobry temat dla wszelkiego rodzaju redakcji lifestylowych i poradnikowych. Wartościowym sojusznikiem startupu na pewno będą również wszelkiego rodzaju stowarzyszenia i organizacje zajmujące się rozwojem tego rynku czy przedsiębiorczością technologiczną, jak np. Fundacja Startup Poland.

Czy zatem startupom potrzebny jest PR? Odpowiedź jest twierdząca pod warunkiem, że mówimy nie o jednorazowym medialnym fajerwerku, a przemyślanym i właściwie realizowanym elemencie strategii marketingowej.

 

Autor tekstu: Michał

Z filmoteki PRowca

Zawód PRowca to nie tylko praca w ciągłym biegu i stresie, ale również konieczność stałego dokształcania się. Czerpiemy na co dzień wiedzę i inspirację z różnych źródeł. Czytamy książki, prasę branżową, przeglądamy blogi, śledzimy social media, pojawiamy się na konferencjach i spotkaniach związanych z public relations. Co jeszcze możemy zrobić, by zostać PR ninją? Ano, możemy przygotować miskę pełną popcornu i obejrzeć filmy, które nie tylko dostarczą nam rozrywki, ale i cennych lekcji na temat PRu.

Oto subiektywna lista 5 filmów, które powinien znać każdy, kto specjalizuje się w naszym fachu:

  1. PR korporacyjny, czyli Thank You for Smoking

Bohaterem filmu jest Nick – prywatnie ojciec 12 letniego syna, zawodowo rzecznik prasowy giganta z branży tytoniowej. Jak sprostać wyzwaniu i być autorytetem dla swojej dorastającej pociechy przy jednoczesnym promowaniu jakże niezdrowego palenia? Sprawdźcie sami!

  1. Diabeł ubiera się u Prady, czyli Fashion PR

„Diabeł ubiera się u Prady” to kultowa już ekranizacja powieści Laury Weisberger – osobistej sekretarki Anny Wintour. Film ukazuje kulisy pracy w przemyśle modowym oraz przedstawia „od kuchni” świat magazynów modowych. Jeżeli interesuje Cię praca dla firm z branży fashion – koniecznie obejrzyj!

  1. Idy Marcowe, czyli PR zakrapiany polityką

Idy Marcowe prezentują burzliwy proces budowania i realizowania kampanii wyborczej opowiadając historię Stephena Meyersa. Nasz bohater pracuje przy kampanii kandydata na prezydenta USA, jednak bardziej od sukcesu swojego klienta na sercu leży mu własna kariera. Jeśli nie przerażają Cię rozgrywki polityczne to ten film jest właśnie dla Ciebie!

  1. Jerry Maguire, czyli PR dla aktywnych fizycznie

Tytułowy Jerry Maguire to ceniony, wpływowy agent sportowy, która poza spełnieniem zawodowym odnośni też sukcesu w życiu prywatnym. Z dnia na dzień traci jednak wszystko co do tej pory osiągnął, ale zyskuje jednocześnie szansę na miłość. Jak wygląda praca agenta sportowego? Sprawdźcie!

 

Autor tekstu: Martyna

User Experience – projektowanie pozytywnych doświadczeń

Czego oczekuje współczesny konsument? Jak zdobyć stałych klientów, jeśli nasz produkt ma dużą konkurencję na rynku? Należy pamiętać, że dobre wrażenie robi się tylko raz, a bez niego klienci nie będą wracać do naszej marki.

Projektowanie doświadczeń użytkownika jest procesem długotrwałym, który musi zacząć się w chwili wchodzenia marki na rynek i trwać przez cały okres jej rozwoju. Jednak czym w ogóle są doświadczenia użytkownika, czyli user experience (UX)? Pod tym pojęciem rozumiemy całokształt wrażeń, które użytkownik danego produktu interaktywnego odczuwa podczas jego użytkowania. Zazwyczaj to pojęcie używane jest w kontekście urządzeń elektronicznych, oprogramowania, czy też serwisów internetowych. Doświadczenie użytkownika może być zarówno pozytywne, jak i negatywne. Z tego względu bardzo ważne jest projektowanie doświadczeń, ponieważ od tego zależy to, w jaki sposób konsumenci będą postrzegali daną markę, czy będą do niej wracali i polecali ją swoim znajomym.

Wrażenie buduje się od samego początku. Należy tego dokonać za pomocą czynników wizualnych i merytorycznych, aby zachęcić użytkownika do regularnego korzystania z produktów firmy. Współcześni konsumenci mają bardzo duże wymagania dotyczące jakości, wyglądu, a nawet popularności danego produktu, czy też strony. Ich oczekiwania wzrosły razem z pojawieniem się dużej liczby konkurencji na rynku, która przyczyniła się do wytworzenia się zdrowej rywalizacji. Firmom coraz ciężej konkurować jest samym produktem, jego dostępnością, czy chociażby ceną, ponieważ żyjemy w czasach, w których najważniejszym czynnikiem jest wywołanie dobrego wrażenia, a także sposób prezentacji i sprzedaży produktu.

Można wyróżnić 6 czynników, z których składa się UX:

  1. Wiarygodność
  2. Odnajdywalność
  3. Użyteczność
  4. Dostępność
  5. Atrakcyjność
  6. Funkcjonalność

Kiedy przy projektowaniu doświadczeń uwzględni się wszystkie te czynniki, to można mieć pewność, że marka obrała właściwą drogę, aby budować pożądane wrażenia u klientów. Należy to robić taki sposób, aby przywiązali się oni do oferowanego produktu. Nie chodzi przecież o to, aby tworzona marka była postrzegana jako jedna z wielu istniejących na rynku, ale o wykreowanie niepodrabialnego wizerunku. Nie trzeba chyba przekonywać, że ta strategia nie tylko wyróżni firmę na rynku, ale przede wszystkim wpłynie na zwiększenie jej zysków.

Współczesny konsument oczekuje innowacyjnego podejścia do niego samego, firmy i produktu. Projektowanie doświadczeń ma na celu zaspokojenie tych potrzeb, zdobycie zaufania klienta, wywołanie uśmiechu, przywiązanie go do marki i wyróżnienie firmy się na tle konkurencji. Podczas budowania i rozwijania marki warto pamiętać o tym pojęciu.

 

Autor tekstu: Ola

Etyka w działaniach public relations

Według definicji etyka to ogół norm moralnych uznawanych w pewnym czasie przez jakąś zbiorowość społeczną jako punkt odniesienia dla oceny i regulacji postępowania w celu integracji grupy wokół pewnych wartości[1]. Kodeks działań etycznych jest zbiorem zasad i reguł, których powinniśmy przestrzegać ze względu na wykonywany przez nas zawód. Jakimi zasadami wobec tego powinniśmy się kierować?

W Polsce dwie instytucje opracowały Kodeks Działań Etycznych Public Relations, są to: Związek Firm Public Relations oraz Polskie Stowarzyszenie Public Relations. Podstawą do utworzenia Kodeksu Działań Etycznych Public Relations jest Karta Sztokholmska ICCO. Jest to deklaracja Międzynarodowego Stowarzyszenia Konsultantów ds. Komunikacji, w której możemy przeczytać: „Firmy public relations to profesjonalne agencje świadczące usługi doradcze, pomagające klientom wpływać na opinie, postawy i zachowania adresatów tych działań. Wpływ ten pociąga za sobą przyjmowanie na siebie odpowiedzialności za podejmowane działania wobec naszych klientów, naszych pracowników, naszej profesji i całego społeczeństwa”.

Według Kodeksu Dobrych Zasad ZFPR oraz Kodeksu Etyki PSPR :

  • Należy rzetelnie, uczciwie i wyczerpująco informować społeczeństwo.
  • Nie wolno świadomie wprowadzać opinii publicznej w błąd.
  • Zakazane jest ukrywanie istotnych informacji, mających wpływ na bezpieczeństwo kraju.
  • Naganne jest przyjmowanie jakichkolwiek zapłat od redakcji za opublikowany tekst.
  • Należy niezwłocznie poinformować klientów o podejmowanych przedsięwzięciach, które mogłyby być sprzeczne z ich interesami.
  • Agencje Public Relations zobowiązane są do zachowania etycznego względem konkurencji, wszelkie dane dotyczące konkurencji mogą jedynie prezentować publicznie dostępne informacje.

 

Wskazane powyżej zasady, są najistotniejszymi regułami, których powinien przestrzegać każdy PR-owiec, aby móc powiedzieć, że wykonuje swój zawód rzetelnie i uczciwie.

 

Autor tekstu: Asia

Źródła teksu: Karta Sztokholmska ICCO, Kodeks Dobrych Zasad ZFPR oraz Kodeks Etyki PSPR

[1] Encyklopedia PWN, http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/etyka;3898956.html

Wykorzystanie hashtagów do promocji postów w SM. Jakie błędy popełniają firmy?

Hashtagi umożliwiają nie tylko sprawne poruszanie się po mediach społecznościowych, ale także stanowią doskonałe narzędzie promocji postów publikowanych przez firmy i marki. Aby jednak tak było, należy pamiętać o kilku zasadach. Jakich?

Hashtag to słowo lub zbiór wyrazów poprzedzonych kratką (#), które umieszczane są pod postami na Twiterze czy Instagramie. Ich zadaniem jest porządkowanie publikowanych materiałów, ułatwienie dotarcia do nich oraz zwiększenie zasięgów. Nie zawsze jednak te cele zostają osiągnięte. Dlaczego? Poniżej przedstawiamy kilka często popełnianych błędów przy dodawaniu hashtagów.

  1. Kiedy hashtagi są zbyt długie i zawierają spacje

 

Zdarza się, że osoby odpowiadające za publikowanie postów firm w mediach społecznościowych robią spacje pomiędzy kratką, a słowem kluczowym, co w efekcie prowadzi do tego, że hashtag nie działa. Częstym zjawiskiem jest również umieszczanie w hashtagu wielu wyrazów jednym ciągiem. Warto przy tym zwrócić uwagę, że chociaż nie ma żadnej zasady wskazującej na to, ile znaków powinny zawierać słowa kluczowe, to zazwyczaj te najkrótsze i najłatwiejsze do zapamiętania frazy są najbardziej skuteczne.

  1. Zbyt popularne słowa kluczowe

 

Umieszczanie popularnych słów kluczowych pod postami wydaje się prostym i skutecznym rozwiązaniem, jednak w rzeczywistości zapewnia firmom zaangażowanie użytkowników mediów społecznościowych tylko na chwilę. Dzieje się tak dlatego, że popularne słowa wykorzystywane są przez wiele osób czy firm jednocześnie, co z kolei prowadzi do tego, że po krótkim czasie treści giną wśród innych postów. Co więcej, bardzo prawdopodobne, że firma będzie otrzymywała polubienia nie od swojej grupy docelowej, lecz przypadkowych osób. Z tego powodu warto rozważyć również stworzenie własnych, spersonalizowanych hashtagów, które w późniejszym czasie będą stanowiły znak rozpoznawczy firmy – np. #zacznijzmartini wykreowany przez markę Martini.

  1. Zbyt wiele hashtagów

 

Popularnym błędem jest także umieszczenie nieadekwatnie dużej liczby hashtagów do krótkiej treści posta. Warto przy tym zwrócić uwagę, że odbiorca treści, który widzi 20 hashtagów pod postem, może potraktować go jako mało interesujący spam, którego jedynym celem jest dotarcie do dużej liczby odbiorców oraz pozyskanie jak największej liczby polubień. Jak wskazują wyniki badań przeprowadzonych przez firmę TrackMaven, aby zaangażować użytkowników Twittera wystarczy zamieścić 1-5 hashtagów, natomiast w przypadku Instagrama największym zainteresowaniem cieszą się posty zawierające ok. 9 słów kluczowych.

  1. Brak obserwacji

 

Firmy tworzące własne hashtagi na potrzeby prowadzonych kampanii często zapominają o tym, aby obserwować oraz analizować ich dalsze funkcjonowanie w świecie mediów społecznościowych. Warto mieć na uwadze fakt, że analiza oraz pomiar ich zasięgu są bardzo ważne dla dalszych działań marketingowych w social mediach. Należy również upewnić się, czy stworzone przez firmę hashtagi nie są stosowane w nieodpowiednim kontekście, czego możemy dokonać za pomocą narzędzi, takich jak Keyhol czy TweetReach, które dostarczą informacji na temat zasięgów oraz umożliwiają generowanie raportów.

Hashtagi są istotnym elementem promocji postów w mediach społecznościowych, a uniknięcie powyższych błędów zapewni firmom dotarcie do szerokiego grona odbiorców grupy docelowej.

 

Autor tekstu: Marta

Kultowych zabawek odpowiedzialne społecznie przemiany

Lego i Mattel to od lat niekwestionowani liderzy rynku zabawkarskiego. Twórcy najsłynniejszych klocków oraz najbardziej znanej lalki świata są jednocześnie od dawna w ogniu zmasowanej krytyki. Obu firmom zarzuca się m.in. promowanie wśród dzieci nieodpowiednich wzorców oraz fałszywego, stereotypowego postrzegania płci. Zwłaszcza w przypadku producenta Barbie, protesty klientów powoli zaczęły odbijać się na wynikach sprzedaży. Nic więc dziwnego, że po kilku dekadach powolnej ewolucji zarówno lalka Barbie, jak i klocki Lego zdecydowały się w końcu na rewolucję adekwatną do przemian społecznych. Rewolucję, która odbiła się szerokim echem w przestrzeni medialnej.

Lalka Barbie to nieodłączna towarzyszka zabaw małych dziewczynek, co potwierdzają statystyki – jeden egzemplarz sprzedawany jest średnio co 3 sekundy. W ciągu swojej 57-letniej kariery, Barbie niezmiennie posiadała figurę top modelki o nienagannej urodzie. Przez lata nowe wcielenia lalki ograniczały się głównie do księżniczek i modelek, z atrybutami w postaci ubrań i kosmetyków. Wywoływało to falę krytyki, zwłaszcza wśród rodziców, którzy słusznie zauważali, że dzieci nie powinny utożsamiać się z tak płytkim ideałem. Firma Mattel reagowała na zarzuty powolnymi, choć sukcesywnie wprowadzanymi zmianami. I tak, lalka doczekała się różnych karnacji, pokazała, że żadnej pracy się nie boi, a także została wyzwolona z butów na obcasach. Prawdziwy przełom nastąpił jednak pod koniec stycznia br., kiedy w końcu najsławniejsza lalka świata zmieniła odrealnione dotąd proporcje. Kolekcja Barbie poszerzyła się o trzy nowe sylwetki: drobną, wysoką i krągłą. Całości towarzyszy oczywiście szeroko zakrojona kampania PRowo-marketingowa, której motywem przewodnim jest różnorodne pojmowania piękna. – Uważamy, że ciąży na nas odpowiedzialność wobec dziewczynek i ich rodziców związana z propagowaniem różnorodnego pojmowania piękna – potwierdza Evelyn Mazzocco, wiceprezes i globalna dyrektor generalna marki Barbie. No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że Matell faktycznie poczuła ciążącą odpowiedzialność, a nie spadek sprzedaży oraz negatywne postrzeganie marki…

Przejdźmy zatem do Lego, które serwuje w tym roku swoim klientom analogiczną rewolucję. Zaczynając od smaczka – w każdej sekundzie na świecie sprzedawanych jest 7 zestawów Lego. Podobnie jak Mattel, Lego nie uniknęło krytyki spowodowanej popularyzacją stereotypowego podejścia do ról społecznych płci. Ujmując to w skrócie, w świecie Lego kobiety po prostu ładnie wyglądały i zajmowały się domem, a mężczyźni przeżywali przygody jako nieustraszeni samcy alfa. Odpowiedzią Lego były, jak łatwo się domyślić, nowe zestawy klocków, w których kobiety przyjęły rolę bohaterów – naukowców, stając się chemiczkami, astronomkami czy paleontolożkami. Ale ten ruch znamy już z wcześniejszego akapitu. O klockach zrobiło się głośno w ubiegłym tygodniu, kiedy na branżowych targach w Londynie firma zaprezentowała nową figurkę przedstawiającą osobę na wózku inwalidzkim. Złośliwi komentują sprawę stwierdzeniem, że firmie, która przez lata wprowadzała do sprzedaży najróżniejsze postaci – od wojowników, przez celebrytów, aż po bohaterów „Gwiezdnych Wojen” zajęło aż 84 lata, by stworzyć figurkę ludzika na wózku inwalidzkim. Należy tu dodać, że Lego nie wpadło na to samo. „Niepełnosprawna” figurka to efekt brytyjskiej kampanii „Toy like me” mającej na celu zachęcanie przedsiębiorstw do tworzenia zabawek, które wyglądem przypominają osoby niepełnosprawne. Koniec końców – nowa postać wywołała zachwyt klientów, środowisk aktywistów oraz mediów na całym świecie.

Giganci rynku zabawek, paradoksalnie, w końcu pokazują, czym jest społeczna odpowiedzialność biznesu i przy okazji – jak mocno działania z zakresu CSR wpływają na wizerunek firmy. Przykład Lego i Mattel potwierdza też rosnącą świadomość społeczeństwa względem odpowiedzialnej i w tym przypadku, edukacyjnej roli organizacji względem jej otoczenia.

 

Autor tekstu: Martyna

Źródło zdjęcia: Mattel

Prekursorzy PR – historia Ivy’ego Lee

Ivy Lee nazywany jest jednym z ojców PR i pionierów w tej dziedzinie. To on sprzeciwił się zatajaniu prawdy i manipulacji informacjami przez różne organizacje oraz przedsiębiorstwa. Jaka jest historia jednego z najważniejszych specjalistów w historii PR i czym zasłużył sobie na to miano?

Ivy Lee urodził się w 1877 roku. Pracował dla kilku nowojorskich gazet, m.in. dla New York Timesa. Wpływ na wszystkie jego dalsze działania, poglądy oraz karierę miało towarzystwo, z którym przebywał podczas swojej pracy zawodowej – były to głównie znane osobistości ze świata gospodarczego.

To właśnie on jest odpowiedzialny za sformułowanie podstawowej zasady public relations, która brzmi: „społeczeństwo musi być informowane” („public be informed”). Zdanie, które zostało wypowiedziane w 1900 roku nadal jest aktualne. To stwierdzenie podkreśla uszanowanie prawa społeczeństwa do uzyskiwania rzetelnych i zgodnych z prawdą informacji poprzez komunikaty wychodzące do: pracowników, klientów oraz związków zawodowych. Było ono sprzeczne z dotychczasowym podejściem, według którego komunikaty wychodzące do społeczeństwa mogły mieć charakter manipulacyjny i nieprawdziwy, a najważniejsze było dobro samej organizacji.

Ivy Lee jest znany także z tego, że otworzył pierwszą agencję PR na świecie – doszło do tego w 1905 roku. Z kolei już w kolejnym roku stworzył pierwszy komunikat prasowy, który dotyczył katastrofy pociągu i był skierowany do dziennikarzy – takie niekonwencjonalne działanie zapewniło mu rozgłos. W 1906 roku opublikował także Deklarację Zasad, która dotyczyła działań PR i rozpowszechnił ją w mediach.

Wkrótce zaczął współpracę z najbogatszym człowiekiem w historii – Johnem D. Rockefellerem, która miała na celu poprawienie wizerunku filantropa. Ivy Lee zaproponował mu, aby rozdał biednym dzieciom jednocentówki – ten drobny zabieg miał sprawić, aby J. D. Rockefeller zaczął być postrzegany przez otoczenie jako człowiek o dobrym sercu.

Ivy Lee w historii PR odegrał bardzo ważną rolę – jako pierwszy nie bał się powiedzieć o nieuczciwych praktykach organizacji i przedsiębiorstw. Skutecznie też promował odmienne stanowisko, przekonując o tym, że rzetelność i uczciwość może zdziałać więcej, niż kłamstwo – które prędzej lub później i tak wyjdzie na jaw. Według niego firma powinna dojść do kompromisu z otoczeniem i w ten sposób budować zaufanie do marki.

Jako ciekawostkę można podać fakt, że Ivy Lee pracował kiedyś także dla Polski. Został on zatrudniony w okresie międzywojennym i miał za zadanie wypromować polskie obligacje, a także wypracować zaufanie dla naszej krajowej gospodarki.

 

Autor tekstu: Ola